
...a przecież życie tylko jedno jest
bo dano nam tylko to jedno
życie
nie wiemy na którym brzegu jesteśmy
nie wiemy jak daleko nasz wzrok sięga
nie wiemy ile kosztuje nasza niewiedza
bo przyszłość niezwyczajna rachunki wystawiać
gdybyś chciał pomalować mój świat
odrzuciłabym barwy najznakomitszych malarzy
twoje barwy zastąpiłyby mi tęczę
gdybyś tylko chciał
mówisz, że bajki opowiadam...
bajek nie lubisz
mówisz, że tworzę legendy
nie wierzysz w nie
porozmawiaj ze mną o życiu prawdziwym
przekonam Cię
nie wyśmiewaj tych marzeń
nie odrzucaj
ludzie, którzy nie mają marzeń,
w ogóle niewiele mają
my mamy swój zaklęty w oczekiwaniu
na cud świat
otwórzmy go
przecież cuda się zdarzają


Dziś, życie jest już za krótkie na miłość, nawet na tę jedną – jedyną,
tyle się jeszcze nie spełniło , a już wspomnienia dawne bledną
dziś, życie jest już za krótkie na szczęście - choćby i na całkiem malutkie
niedośnione szczęście najczęściej zagasa - przyodziane smutkiem
dziś, życia - na życie jest za mało, na podniebne wzloty, potknięcia
chronię, co jeszcze mi zostało i to, co jeszcze jest do wzięcia
Choćbym nie wiem ile kartek zapisała
choćbym oczy wypłakała
nic nie zmienię,poddam się chwili
ulegnę nastrojowi
telefon odbiorę i.nic nie powiem ważnego
będę udawała,może i się śmiała
będę bzdury plotła
jak bym zatrzymać chciała to , czego przecież nie ma
a jeśli czegoś nie ma to w rękę nie uchwycisz
a jeśli czegoś nie ma
potrafisz się tym zachwycić?

Już nie chcę patrzeć w przyszłość ,oddaję się złym myślom ,mają nade mną władzę i z nimi sobie nie radzę, kolejne drzwi zamykam ,samotności dotykam, na drobne się rozpadam , nikt mnie już nie poskłada , ale to świetnie przecież, bo nie chcę cię już, mój świecie.
Chcę spać , jeszcze za wcześnie,
aby oczy snu pełne odmykać
chcę spać -bo tylko we śnie
widzę cię ,mogę cię spotykać
chcę spać , za oknem mglisto
taki dzień obietnic nie niesie
a we śnie możliwe jest wszystko
sen zamieni w wiosnę każdą jesień
krople deszczu tańczą na paluszkach ,
by nie burzyć moich marzeń sennych
jak z obłoków miękka poduszka
w marzeń świat uciekam, tam żyję
oczy coraz to bardziej senne
wiatr drzewami potrząsa i wyje
śnię sny barwne jak trawy wiosenne
śnię życie swoje? niczyje?
Dobranoc, mój miły, już późno ,
już ptaki się w gniazdach uśpiły
wiem, że cię proszę na próżno
ja nie śpię, ty nie śpisz mój miły
dobranoc miły, noc ciemna
już okna się wygasiły
uliczna latarnia już senna
ty nie śpisz, ja nie śpię mój miły
mój miły - spokojnej nocy
wokół już cisza przysiadła
przez ciemność- miły twe oczy
lśnią jak szare zwierciadła
mój miły, zaśnij już przecież
i mnie pozwól spać, kochany
kocham cię - najbardziej w świecie
we śnie się z sobą spotkamy
Jak płatki śniegu dwa
krążymy ty i ja
każde po swej orbicie
uciekasz mi co krok
czasem umykasz w mrok
tak jak umyka czas i życie
może spotkamy się
i będzie jak we śnie
sobą się ogrzejemy
a że płatki śniegu są
bardziej kruche niż szkło
w tym uścisku zginiemy
skąpy był szczęścia łut
zimowych płatków cud
jest wody kroplą tylko
pospiesz się miły mój
gwiazdek wiruje rój
a każda- tylko chwilką

Czy nie widzisz
kochany, nie czujesz
jak pragnienie nasze
umyka
przytłoczyła nas
szara codzienność
na to nie znajdziemy
medyka
nikt nam serc naszych
już nie scali
nie ma żaru
nie ma uczuć
to nie jedność
to każde w swojej dali
nie potrafimy już
miłości poczuć
milczysz
nie chcesz już rozmawiać
nie ma żaru
nie ma uczuć
milczę
co mam ci powiedzieć
z uczuć proch
zaczął powstawać
niecierpliwość to
nasza codzienność
w złą stronę idziemy
kochany
a przecież tak niedawno
wierzyłam
wierzyłeś
że jeszcze
wszystko przed nami

Coś zawirowało
coś pękło
coś się rozsypało
to samo nie zdarza się
dnia następnego
bywają dni takie
jakby ich wcale
nie było
i myśli poplątane
i zamiast celu pustka
błądzenie jak we mgle
działanie po omacku
liczenie niepoliczalnego
słuchanie prawd wielu
i niespodziewanie
gdzieś w sklepie życia
dostrzegamy siebie
na półce z wywieszką
"przecenione"

Jedno światełko zapalone
nie rozproszyło mroku
drugie światełko lekko drży
mrok coraz głębszy
otula mnie
cienie tańczą na ścianie
wypisują słowa nieznane
nie chcę czytać tych słów
nie chcę płakać znów
przytuliłam do siebie psa
Ppzytuliłam do siebie kota
radio cichutko gra
rozprasza cienie
w głowie myśli tysiące
szarpią na wszystkie strony
słowa układne i szalone
słowa dobre i łzami słone
oczy przymknięte
nie chcą widzieć
tego, czego nie ma
Przyjdź do mnie wieczorem
pustymi ulicami przejdź
światła neonów błyskają kolorem
przyjdź wieczorem
mówisz , że jesteś przyjacielem
przyjdź do mnie
nie każ mi dłużej czekać
przyjaciel jest potrzebny od zaraz
dlaczego tak długo zwlekasz
przyjdź do mnie , przytul mnie
moje wspomnienie cię woła
gdy staniesz w progu
łagodnie uśmiechnięty
wspomnienie ożyje
czekam na tę chwilę
przyjdź do mnie
zapomnę, że tonęłam w ciszy
tylko ty to usłyszysz
że twym obrazem żyję
że jeszcze nie odchodzę
ciągle jeszcze trwam
dlatego nie czekaj
póki twarz twoją
pod powiekami mam
bo kiedy przyjdzie ranek
i spojrzę w puste okno
już nie otworzę drzwi
a jeśli przyjdziesz za późno
nie przywita cię nikt

Przyszła ogłupiała
onieśmielona niebytem
zbyt długim
moja samotność znów
i nie potrzebuje słów
nie potrzebuje wsparcia
bo zna mnie za dobrze
zna wszystkie mroczne sekrety
i wie, że się jej poddam niestety
a kiedy już oczy wypłaczę
i wykrzyczę w kłótni z nią
kolejne niepotrzebne słowa
może się schowa?
może wróci w wyższe rejony
ponad moim życiem
może tylko z góry
będzie spoglądała
czy radzę sobie
kiedy pole walki mi oddała
głupia samotność

Marzy mi się wiosna jak z bajki,
kolorowa, ciepła, pachnąca
by w krąg kwitły niezapominajki
atrząc oczkiem w złotą tarczę słońca
by za rękę cię mocno trzymając
biec nad wody strumyka leniwe
gdzie jak w lustrze się przeglądają
skromne, ciche kwiatki urokliwe
nasze twarze w wodzie odbite
na tle słodkich niezapominajek
i wpatrzone w siebie z zachwytem
tylko mi się chyba tak wydaje.
Chodzę ulicami
po obcym mieście
kiedy stanie się
bliskie wreszcie?
ciężko przebić
mur z obojętności
w tym mieście
które mnie gości
miasto poza mną
też stało się obce
więc gdzie
moje miejsce?
drzewa, rzeka, jeziora
tak samo wyglądają
ale zmierzchy
poranki, wieczory
wschody
zachody słońca
inne zapachy
i barwy mają
tam mogłam
pobiec po rosie
uśmiechać się
na powitanie
tu jestem obca
nietutejsza
i tak na zawsze
zostanie
tam pozostały
cmentarze
i ci, co odeszli
w niebyt
tu czytam
obce nazwiska
i nic za serce
nie chwyta
miasto niedawno
poznane
nie zna mnie wcale
a ja potrzebuję
życzliwości
uśmiechu
dobrego człowieka
przyjaznego spojrzenia
mijają kolejne dni
i...nic się nie zmienia
Pamiętasz?
była taka noc
noc
spadających gwiazd
otworzyłaś wtedy
okno na oścież
spróbowałaś
nie zasnąć tej nocy
pomyślałaś,
że szczęściu pomożesz
chociaż raz
ja wiem
życzenie nie z tych
co się spełnią
ale gwiazd na niebie
zatrzęsienie
i z tymi gwiazdami
to życzenie ma szansę
spłynąć do ciebie
na ziemię
złoty deszcz z nieba
da ci nadzieję
pozwoli
na marzeń spełnienie
tylko pomyśl
czy na pewno
tego chcesz?
czy na niebo
rozgwieżdżone
jesteś gotowa?
Dziwni przechodnie
późnym wieczorem
do domu im niespieszno
tam nikt nie czeka
idą przez noc samotnie
na powrót dla nich
do pustych domów za wcześnie
pociągi ich dawno odjechały
na stacji stoją i patrzą w dal
to nie są spóźnieni pasażerowi
to tylko ci
którym czegoś jest żal
późni przechodnie
szamocą się jak w matni
obok przemknęła miłość
a oni znów ostatni
nigdy się nie dowiedzą
co by było… gdyby
gdyby w czas przystanęli
gdyby się uśmiechnęli
spóźnieni na życie
przechodnie
Melancholia jesieni, tak subtelna i krucha, świat barwami się mieni, wiatr chłodniejszy już dmucha
ale przecież tak dobrze raczyć się smuteczkami, nikt się pewnie nie oprze, lecz pomyśli czasami
są łzy, są sny, a gdzie ty?
wszystkie liście opadną i zmieszają się z błotem, ale za cenę żadną nie chce myśleć się o tym
że wśród gałęzi nagich- czarne ptaki zasiądą, czasem braknie odwagi , aby spojrzeć przez okno
ten czas, też nasz…też go masz
Okno otwarte szeroko
za oknem ciemna noc
i tylko księżyc i gwiazdy
ślą do mnie dziwną moc
znalazłam się w innym świecie
w nierzeczywistym wymiarze
głos twój cichutko coś niesie
ręce odkrywają nasze twarze
tulisz mnie mocno, serdecznie
w serce me wlewasz miód
i nagle, nieoczekiwanie
z mym ciałem staje się cud
i niepotrzebne już słowa
nie musisz szeptać nic
to mego życia odnowa
ja znowu pragnę żyć
Od życia dostałam za mało
nie to, czego chciałam
smutno bywało ogromnie
ktoś kiedyś zapomniał o mnie
dziś już nie czekam, nie marzę
godzę się na bieg zdarzeń
co ma być, będzie na pewno
chociaż niewiele przede mną
i po co się tak szarpałam
w purpury ubierałam
chciałam przechytrzyć los
a zebrałam liliowy wrzos
coś mi w duszy umarło
już nie zmartwychwstanie
złe myśli górę wzięły
samotnością wypchane
Kiedyś przyjdzie
nieproszona
nie zapraszana
uśmiechnie się do nas
w niemym geście pożegnania
nasza ostatnia niedziela
a po niej nie będzie już nic
nowy tydzień zacznie się
bez nas
każdy dzień skończy się
zachodem słońca
bez nas
każdy dzień zacznie się
uśmiechem
nie naszym
nie do nas
ale przecież będziemy żyli
będziemy się uśmiechali
będziemy udawali
że życie toczy się dalej
Halo...
co u ciebie słychać?
jak się czujesz?
jak zdrowie?
acha, wszystko dobrze
u mnie też
to jeszcze mi powiedz
jak pogoda
czy spadł już u ciebie śnieg?
a może nadal pada deszcz?
jakie masz plany na jutro
na pojutrze?
acha...praca, dzieci...
rozumiem kochanie
nie spotkamy się znów
a czas tak szybko leci
pa, do usłyszenia
trzymaj się
jak to ty
poczekaj...
nie chciałbyś jeszcze
dodać coś ważnego?
nie...?
bo co dodać można
mnie też nie jest łatwoi
i nie pytaj dlaczego
Nie zabijaj jej
obojętnością
drwiącą miną,
wzruszeniem ramion
ona tęskni
za twoją bliskością
bliskość waszą
po prostu uszanuj
nie patrz na nią
jak przez szybę
ona zniesie wszystko
co się da
I wykrzyczy ci
w niemej rozpaczy
miły mój
to przecież wciąż ja
ona zniesie kłótnie,
awantury
kłamstwa małe
i duże też
nie pokazuj jej
jak mało znaczy
nie mów,
że nie kochasz,
sam wiesz
ona
utonie w rozpaczy
jesteś przecież
jej kawałkiem nieba
całym szczęściem
i życiem też
jak poskładać
tę układankę
gdy jedno już
nie kochać chce
Czułość , radość , uspokojenie , szczęście , słońce , westchnienie
tak było dobrze kochany , tak dobrze
i mówiłam - niech tak zostanie , a przecież nie powinnam już mówić nic
teraz tylko milczenie , milczenie między nami
mnie mówić nie wolno , tobie zakazano słuchania, kochany…

Wierzę, że przecież
jesteś gdzieś
nie mogłeś odejść
tak bez słowa
jak niesie
pantoflowa wieść
przygarnęła cię
pewna wdowa
nie wierzę plotkom
to nie ty
ty byś nie odszedł
po kryjomu
szafy byś
nie wyczyścił
nie zostawiłbyś
pustego domu
na pewno jesteś
tuż za drzwiami
sprawdzam pokoje
kuchnię, salon
i drzwi od szafy
niedomknięte
i idę wkoło
coraz dalej
na stole klucze
porzucone
a drzwi zastałam
zatrzaśnięte
ślad po obrazie
jest na ścianie
zabrałeś go?
nie wierzę
sam mi go
podarowałeś
muszę głupie
łzy powstrzymać
sercu nakazać
lżejsze bicie
kochałam cię
ech ty głupcze
a ty uciekłeś
stąd tak skrycie
Przyjacielu mój
niezawodny przyjacielu
w tamten czas
niedobry, otępiały
twój czas i mój
był nie do przeżycia
stworzyliśmy
własny świat mały
wystarczałeś za wielu
pocieszałeś
tuliłeś, tłumaczyłeś
niewytłumaczalne
pocieszałam
tłumaczyłam, tuliłam
nie było to banalne
dzisiaj oboje wiemy
to nie tak miało być
miało być na trochę
i miało być na niby
miało być
miło i spolegliwie
mieliśmy być szczęśliwi
ty w swoim świecie
ja w swoim
światów tych nic nie spina
nic nas przecież nie łączy
a wszystko nas rozdziela
więc dlaczego to boli?
w środku serca siedzi
znalazło wygodne miejsce
nazywa się tęsknota
w moich snach błądzi
żyć normalnie nie daje
a miało być na niby
a nie na za wcale
uwolnić się nie sposób
żyć bez tego trudno
zamykam oczy i myślę
a co będzie jutro?

To już ostatni kubek kawy dziś , kawy gorącej, słodkiej , mocnej,
pora późna, a sen nie chce przyjść, coraz częściej boję się pory nocnej.
rozliczam się z mijającym dniem .przeżyty jakoś dzień kolejny ,
na ścianie tańczy gasnący cień za oknem wiatr, to wiatr jesienny
zrobiłam wszystko? pewnie nie , coś pozostało niezrobione
niedokończony na biurku list i książka na sto piątej stronie
senne się przymykają oczy czas z pogranicza jawy i snu
już nie dokończę, oddam się nocy
wtulam się cała w treść swoich snów ...
Mija lato, znowu mija lato
coraz bardziej przyspiesza kroku
kwiaty gamą barw przebogatą
pysznią się jeszcze wszędzie wokół
osy brzęczą wśród śliw soczystych,
pachnie sad jabłkami kusząco
słońce złoci się na niebie czystym
jeszcze lato, jeszcze tak gorąco.
złoty promień we włosy wplatam
błękit nieba w oczach ukrywam
nie zapomnę nic z tego lata ,
choć je tylko w marzeniach przeżywam
zostanie smak malin na ustach
zostanie na dłoniach ślad wiśni
przyjdzie jesień w zmokniętych chustach,
a w jesieni - lato mi się przyśni