ZMIERZCHEM  
 
  Nie tylko poezją czowiek żyje 05.04.2026 23:35 (UTC)
   
 
Stronka uśmiechu…zrelaksuj się miły gościu 


Humor jest związany z inteligencją i uczciwością ,
dlatego mężczyźni z poczuciem humoru są atrakcyjni dla kobiet i odwrotnie.






My, dzieci patologii


Pamiętacie to???


My, urodzeni w latach 45-50-60--tych, wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych.
Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami.
My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi.
W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy.
Wspominamy z nostalgią te lata.
Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach.
Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem.
Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę.
Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy.
Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ
( Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy ).
Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola.
Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju.
Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.
Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem oraz nie sprawdzał czy się spociliśmy.
Z chorobami sezonowymi walczyła babcia.
Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna.
Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy.
Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić.
Stwierdzała zawsze babcia.
Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem.
Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę.
Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny.
Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy.
Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas.
Powrót po bajce był nagradzany paskiem.
Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych.
Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo jak zwykle.
Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą już do niej wracać.
Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli.
Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował
specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć. Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy.
Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze.
Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem.
Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.
Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców.
Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy.
Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych.
Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku.
Rodzice trzymali się od tego z daleka.
Nikt z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka.
W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki.
Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać.
Pies łaził z nami bez smyczy i kagańca.
Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer,
udając szanowne państwo z pudelkiem.
Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.
Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru,
żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział.
Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka,
którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską.
Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy.
Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry.
A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić.
Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką.
Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby.
Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka.
Za to potem robił nam bańki mydlane z dymem fajki w środku.
Fajnie się dym później rozchodził po podłodze jak bańka pękła.
Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad.
Ojciec postawił mu piwo. Do szkoły chodziliśmy półtora kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów.
Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie
(za 3 błędy nie zdawało się matury z polaka).
Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii
i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał.
Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.
Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.
Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków.
Czasami próbowaliśmy to jeść.
Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy,
chleb z masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i pieczarki z łąki, podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny, kwaśny szczaw, kogel-mogel, lizaliśmy kwiatki od środka.
Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka
i przykładał sobie zimną patelnię.
Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku.
To nam wystarczyło na całe życie.
Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata,
zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.
Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki.
Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi, ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę, czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała, lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie i poręcze w bloku.
Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł.
Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności.
Nikt nam nie liczył kalorii.
Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami.
Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd.
Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą.
Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem.
Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę, w noża (oj krew się lała ), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu, graliśmy w nogę, dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział.
Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem.
Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną, szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster.
I tyle... Nikt nie umarł.
W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie.
Też nikt nie umarł.
Podręczniki szanowaliśmy i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik. Im starsza książka tym lepiej.
Jak się poskarżyłeś mamie na nauczyciela to jeszcze w łeb dostałeś.
Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka.
Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same.
Poza nimi, wolność była naszą własnością.
Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie, koledzy ze starszej klasy, pani na świetlicy albo woźna jak już świetlica była zamknięta.
Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie, a po powrocie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego ... codzienne obowiązki im na to nie pozwalały.
Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia..

A teraz ...  zmieniło się na lepsze ...




 

Urlop na Mazurach i trzy życzenia

 

Kowalski z żoną pojechali na wakacje na Mazury. Pewnego dnia Kowalska spotkała w lesie uwięzioną żabę.
-Uwolnij mnie, a spełnię twoje trzy życzenia-powiedziała żaba.
Niewiele myśląc Kowalska podniosła opadły konar i uratowała żabę.
-A teraz spełnię twoje życzenia...tylko zapomniałam ci powiedzieć, że cokolwiek sobie zażyczysz, dostanie także twój mąż i to dziesięciokrotnie...
-Nic nie szkodzi. Moim pierwszym życzeniem jest , abym była najpiękniejszą kobietą na świecie.
-Wiesz, że twój mąż będzie wówczas najpiękniejszym mężczyzną...
-Tak ,ale jeżeli ja będę najpiękniejsza, to mąż będzie zwracał uwagę tylko na mnie.
Żaba machnęła łapą, zarechotała i Kowalska stała się najpiękniejszą kobietą świata.
-Moim drugim życzeniem jest, żebym była najbogatsza.
-Twój mąż będzie miał 10 razy więcej pieniędzy niż ty....
-Nic nie szkodzi, mamy wspólnotę majątkową, więc będą to nasze wspólne pieniądze.
Żaba znów zamamrotała i Kowalscy stali się najbogatszym małżeństwem na świecie.
-A jakie jest twoje ostatnie życzenie?-zapytała żaba.
-Poproszę jeszcze o lekki zawał serca...



Które koło???

 



 

Ponoć autentyk


Na Politechnice Warszawskiej było czterech bardzo dobrych studentów, którzy radzili sobie świetnie na wszystkich egzaminach i testach. Zbliżał się egzamin z chemii. Miał odbyć się w poniedziałek o 8.00 rano.
Studentom owym z ocen wychodziła 5, więc byli tak pewni siebie, że zdecydowali się poimprezować u kolegów z uniwersytetu w Poznaniu. Weekend okazał się super, ale po tym jak „zapili” nocą i zasnęli w niedzielę po południu, obudzili się w poniedziałek w środku dnia.
Ponieważ na egzamin oczywiście nie zdążyli, postanowili zabajerować profesora. Tłumaczyli się, że w weekend pojechali do kolegów z Poznania , aby pogłębić wiedzę i wymienić doświadczenia. Niestety, w drodze powrotnej gdzieś w lasach złapali gumę , nie mieli zapasowego koła i nie mogli znaleźć nikogo, kto by im pomógł. Dlatego tak bardzo się spóźnili.
Profesor przemyślał sprawę i zdecydował:
- ok, możecie przystąpić do egzaminu jutro rano.
Studenci zadowoleni, że udało się go skołować, pouczyli się jeszcze trochę w nocy i nazajutrz przyszli jak zwykle pewni siebie.
Profesor posadził ich w czterech osobnych pokojach, zamknął drzwi , a asystenci rozdali pytania. Cały test był za 100 punktów.
Na pierwszej stronie wydrukowano pytanie za 5 punktów, które spóźnialscy rozwiązali bez wysiłku.
Na drugiej stronie widniało tylko jedno pytanie za 95 punktów:
-Które koło?



 


 

LIST MURZYNKA


Drogi biały kolego i koleżanko!
Powinieneś zrozumieć kilka rzeczy:

Kiedy się rodzę, jestem czarny.
Kiedy dorosnę, jestem czarny.
Kiedy prazy mnie słońce, jestem czarny.
Kiedy jest mi zimno, jestem czarny.
Kiedy jestem przerażony, jestem czarny.
Kiedy jestem chory, jestem czarny.
Kiedy umieram, jestem czarny.

Ty biały kolego:

Kiedy się rodzisz, jesteś różowy.
Kiedy dorośniesz, jesteś biały.
Kiedy prazy cie słońce, jesteś czerwony.
Kiedy jest ci zimno, jesteś fioletowy.
Kiedy jesteś przerażony, jesteś zielony.
Kiedy jesteś chory, jesteś żółty.
Kiedy umierasz, jesteś szary.

I ty, kurwa, masz czelność nazywać mnie kolorowym?


Murzynek

 

 

 
Modlitwa synka


 

Pewnego wieczora ojciec słyszy modlitwę synka
:- "Boże, pobłogosław mamusię, tatusia i babcię. Do widzenia dziadziu".
Uznaje że to dziwne, ale nie zwraca na to szczególnej uwagi. Następnego dnia dziadek umiera.
Jakiś miesiąc później, ojciec ponownie słyszy dziwną modlitwę synka
:- "Boże, pobłogosław mamusię i tatusia. Do widzenia babciu".
Następnego dnia babcia umiera. Ojciec jest nie na żarty przestraszony.
Jakieś dwa tygodnie później słyszy pod drzwiami syna
:- "Boże pobłogosław mamę. Do widzenia tatusiu".
Ojciec - prawie w stanie przedzawałowym. Następnego dnia idzie do pracy wcześniej, żeby uniknąć ruchu ulicznego. Cały czas jest spięty, rozkojarzony, rozbity, spodziewając się najgorszego. Po pracy idzie wzmocnić się do pubu. Do domu dociera koło północy.
Od progu przeprasza żonę
:- "Kochanie, miałem dzisiaj fatalny dzień ...".-
- "Miałeś zły dzień? Miałeś zły dzień? Ty? A co ja mam powiedzieć? Listonosz miał zawał na progu naszych drzwi!"




Grunwald - historia prawdziwa
15 lipca 1410 roku




Wstaje świt. W lesie budzi się polski obóz. Poranny posiłek, modlitwa. Jagiełło staje przed namiotem, powiadomiony o przybyciu posłów krzyżackich
.- Panie, Wielki Mistrz, Ulrik von Jungingen, proponuje, by zamiast toczyć tu krwawą bitwę i stracić kwiat rycerstwa, wyznaczyć jednego z każdej ze stron. Niech oni stoczą pojedynek, a który z nich zwycięży, tego strona uznana zostanie za zwycięską w całej bitwie.
Po chwili namysłu Jagiełło się zgodził. Posłowie odjechali, a Jagiełło podążył do
namiotów rycerzy
.- Słuchaj Zawisza, zamiast bitwy będzie pojedynek -pójdziesz walczyć o wygraną bitwę ?-
-No wiesz Władek, pojutrze tak. No, może jutro... Ale dziś nie dam rady. Rozumiesz, imprezka była, daliśmy czadu no i ... Po prostu nie dam rady...
Król udał się więc do kolejnego rycerza:-
Powała, pójdziesz walczyć w pojedynku o wygraną bitwę ?
- Sorki Władek, wczoraj była imprezka u Zawiszy. Daliśmy czadu no i wiesz...Pojutrze spoko, dziś nie dam po prostu rady....
Udał się więc Jagiełło do kolejnego namiotu:
- Zbyszko, pójdziesz walczyć o wygraną bitwę ?
- Królu złoty, nie dam rady. Była imprezka ..
.- Tak, tak, wiem - u Zawiszy. Kto jeszcze tam był ?
- No chyba wszyscy..
.- Zwołaj wojska, niech się ustawią w szeregu pod lasem.. Stanęło więc polskie wojsko pod lasem,
naprzeciw król
.- Słuchajcie, będzie pojedynek o wygraną bitwę. Czy ktoś z was jest w stanie stanąć do niego ?
Siedzą rycerze w kulbakach, każdy łypie na drugiego, głowy pospuszczali. Nikt nie chce ... Nagle słychać:
-Ja ! Ja ! Ja chce !!! Ja pójdę !!!
Rozglądają się i widzą - stary dziad z brodą do pasa, ubrany w jakiś taki jutowy worek, łachmany.- --- - Rany boskie, nie ma nikogo innego ? No i nikogo innego nie było. Dali więc dziadkowi długi dwuręczny miecz. Idzie dziadek przez pole, miecza nie dał rady dźwignąć więc ciągnie go za sobą. Patrzą Polacy, a z przeciwnej strony wyjeżdża na koniu wielkim jak stodoła zakuty cały w lśniącą zbroję wielki jak dąb rycerz.
Jagiełło chwyta się za głowę i jęczy, a Polacy wrzeszczą:-
Dziaaaadeeeeek !!! W nooooogiiiiii !!! W nooooogiiiiiiiiiiiiiii!!
Rycerz niemiecki jednak już ruszył, dopadł dziadka, który w ogóle nie zamierzał uciekać, podniósł się tuman kurzu. Nic nie widać tylko jakieś takie jęki słychać. Po chwili wiatr oczyścił pole z pyłu.
Patrzą Polacy, a tam koń bez nóg, krzyżak bez nóg, a dziadek stoi i trzęsącą się ręką
trzyma miecz na gardle Niemca. I mówi:- Masz szczęście ch... , że
krzyczeli 'w nogi', bo bym ci łeb upier***olił!!

 



Kobietom zadano pytanie

 

   "Która z Was kocha swojego męża"?
Wszystkie podniosły rece.

    Drugie pytanie:" Kiedy ostatni raz powiedziałaś mężowi, że go kochasz"?

    Część kobiet odpowiedziała, że dziś, część, że wczoraj, a sporo, że nie pamiętają. Następnie polecono im wziąć telefon i wysłać poniższy tekst: 

    "Kocham cię, kochanie."

Po wysłaniu SMS-ów kobiety wymieniły się telefonami

    i czytały przychodzące wiadomości.

Oto kilka odpowiedzi: 

 

    1. Kim jesteś?

    2. Nie, nie odblokuję Ci karty kredytowej i chuj

     3. Nie obchodzi mnie, że nie masz się w co ubrać

     4. Co nawywijałaś z samochodem?

     5. Nie rozumiem, nawąchałaś się czegoś?

     6. Pojebało Cię?

     7. Nie nawijaj, tylko powiedz mi, ile potrzebujesz?

     8. Co tym razem zrobiłaś?

     9. Dwójka dzieci nam wystarczy. Żryj te tabletki

   10. Jeśli nie powiesz mi, do kogo chciałaś to wysłać, to cie zajebie!

   11. Mówiłem ci, żebyś tyle nie piła!

   12. Czego byś nie chciała, odpowiedz brzmi- nie!

    13. Żadne wczasy w Tajlandii, jedziemy nad jezioro Gopło

    14. Nie interesuje mnie, że ta nowa torebka nie pasuje do żadnych butów

    15. Wiedziałem że się zgodzisz. Kupię wazeline, nie będzie bolalo

    16. Nie stać nas na remont mieszkania i nowe meble co rok

    17. Tak, możesz wyjść dziś z koleżankami na ploty

    18. Umierająca jesteś?

    19. Nie będzie dziś seksu, zmęczony po pracy będę

     20. Tak bardzo, że połkniesz?

     21. Na pewno pod dobry numer napisałaś?

     22. Nie może twoja mamusia przyjechać do nas na weekend. Nie i chuj!

     23. Znowu spierdoliłaś obiad? Trudno zjem na mieście

24. Dobra, dobra, mów ile mnie tym razem będzie to kosztowało





 

Na czasie

 

Wpadłam na pomysł zdobycia przyjaciół bez FACEBOOKA.

Codziennie biegam po ulicach i krzyczę, co ugotowałam, co widziałam, co sobie kupiłam, gdzie jestem, jak się czuję i co aktualnie robię.
Zaczepiam wszystkich , którzy staną na mojej drodze, komentuję ich zachowanie i wygląd i czasami głośno krzyczę: LUBIĘ TO, LUBIĘ TO!
Nie całkiem bez skutku- mam już trzech obserwujących!
Dwóch policjantów i jednego psychiatrę.


 

Zadbaj o odpoczynek
 

Kochani, coraz ciężej nam w pewnym wieku zabrać się za robótki domowe...znalazłam na to sposób...w sam raz dla nas:

Jeżeli masz bałagan w domu i postanowiłaś posprzątać, zrób tak:

1. Załóż folder na pulpicie.
2. Nazwij folder „Bałagan w domu”.
3. Idź do kuchni i wypij lampkę wina.
4. Naciśnij prawy klawisz myszy, by pozbyć się folderu.
5. Komputer zapyta wtedy:” Czy na pewno usunąć bałagan w domu na stałe’?
6. Naciśnij klawisz: TAK.

7. Połóż nogi na stole, dopij wino i ODPOCZYWAJ!




 

Zegar z kukułką 

 

 

„Wczoraj wybrałam się na imprezę z moimi koleżankami  

Powiedziałam mojemu mężowi, że wrócę o północy. 

Obiecuje ci kochanie, nie wrócę ani minuty później - powiedziałam i wybyłam. 

Ale impreza była cudowna!!! Drinki, balety, znów drinki, znów balety, i jeszcze więcej drinków, było tak fajnie, że zapomniałam o godzinie!!!!.. 

Kiedy wróciłam do domu była 3 nad ranem. Wchodzę do domu, po cichutku otwierając drzwi, a tu słyszę tą wściekłą kukułkę w zegarze jak zakukała 3 razy. Kiedy się zorientowałam, że mój mąż się obudzi przy tym kukaniu, dokończyłam sama kukać jeszcze 9 razy… 

Byłam z siebie bardzo dumna i zadowolona, że chociaż pijana w cztery dupy, nagle taki dobry pomysł przyszedł mi do głowy – po prostu uniknęłam awantury z mężem…!!!!!! 

Szybciutko położyłam się do łóżka, myśląc jaka to ja jestem inteligenta! 

Ha!!!!!!  

Rano, podczas śniadania, mąż zapytał o której wróciłam z imprezy, więc mu powiedziałam, że o samiutkiej północy, tak jak mu obiecałam. On od razu nic nie powiedział, nawet nie wyglądał na podejrzliwego. Och, jak dobrze, jestem uratowana…. – pomyślałam i prawie otarłam pot z czoła. 

 

Mój mąż, po chwili, spojrzał na mnie serio, mówiąc: Wiesz, musimy zmienić ten nasz zegar z kukułką. Zbladłam ze strachu, ale pytam pokornym głosem: Taaak ? A dlaczego, kochanie? 

A on na to: 

Widzisz, dziś w nocy, kukułka zakukała 3 razy, potem – nie wiem jak to zrobiła – krzyknęła „O kurwa!!!” Znów zakukała 4 razy, potknęła się w korytarzu, zakukała jeszcze 3 razy i padła na podłogę ze śmiechu. 

Kuknęła jeszcze raz, nastąpiła na kota i rozwaliła stolik w salonie. A potem, powaliła się koło mnie i kukając ostatni raz – westchnęła i szybko zaczęła chrapać.



 

Telefon do dziadków 


Dzień dobry! Obecnie nie możemy odebrać telefonu. Prosimy zostawić wiadomość po sygnale.

- Jeżeli jesteś jednym z naszych dzieci, naciśnij 1
- Jeżeli chcecie by popilnować dzieci, naciśnij 2
- Jeżeli chcesz pożyczyć samochód, naciśnij 3
- Jeżeli chcesz by zrobić wam pranie i wyprasować, naciśnij 4
- Jeżeli chcesz by wnuki spały u nas, naciśnij 5
- Jeżeli chcesz byśmy odebrali dzieci ze szkoły, naciśnij 6
- Jeżeli chcesz byśmy Wam przygotowali i przywieźli niedzielny obiad,  naciśnij 7
- Jeżeli chcecie zjeść u nas, naciśnij 8
- Jeżeli potrzebujesz forsy, naciśnij 9

- Jeżeli chcecie nas zaprosić do restauracji na kolację albo do teatru, zacznij mówić, słuchamy.



Staruszka 

 

Lekarz do 70-letniej babci: 
   -No babciu, w waszym wieku to trzeba się oszczędzać, unikać  chodzenia po schodach. 
Minął rok i staruszka znów pojawiła się u lekarza. 
   -No i jak się teraz czujecie ? 
   -Znacznie lepiej, tylko mam jedno pytanie , czy już mogę chodzić po schodach ?
      -Tak babciu, możecie. 
   -To i chwała Bogu, bo to wchodzenie do mieszkania na trzecim piętrze po rynnie strasznie mnie męczyło .




Ksiądz i kot

  

 

Przychodzi kobieta z kotem do księdza i mówi :
- Czy mógłby pan ochrzcić mojego kota ?
Ksiądz na to :
- Wie pani tak nie wolno !
Na to kobieta :
- Ale ja dam panu za to 1000 zł
Ksiądz oszołomiony mówi :
- Dobrze.
Ksiądz ochrzcił kota, ale go sumienie gryzło i postanowił
wyspowiadać się u biskupa .
Ksiądz mówi :
- Proszę biskupa ja ochrzciłem kota.
Na to biskup.
- Coś Ty zrobił! przecież tak nie wolno, a opłacało Ci się ?
Ksiądz szybko odpowiada:
- Och tak, dostałem 1000 zł.
Biskup na to :
- Ty, to szykuj tego kota na bierzmowanie





 

  Nie jest tak źle

Zachodzi facet do restauracji. Ubrany schludnie, ale widać, że ubranie znoszone.
Siada przy stoliku i woła kelnera. Ten podchodzi, a facet go pyta:
- Przepraszam, a ryba u was jest?
- Oczywiście. Łosoś, tuńczyk, pstrąg…
- Nie, nie… Ja poproszę jakiegoś mintaja, albo coś takiego… Jak najgorszego i nieświeżego…
Kelner odrobinę się wzdrygnął, ale niewzruszenie mówi:
- W porządku, zaraz ktoś skoczy do marketu. Nie ma sprawy.
Facet kontynuuje:
-I proszę ją przygotować w specjalny sposób.
- Słucham?
- Proszę jej nie myć, nie rozmrażać, nie czyścić…
- Ale…
- Dużo soli! – ciągnął dalej facet – Ale tylko z jednej strony!
Za to z drugiej strony pieprzu od serca!
- I smażyć ją proszę bez oleju! Tak po prostu rzucić na patelnię i przypalić z jednej strony.
Za to druga strona ma być kompletnie surowa…
Kelner osłupiały próbuje się wycofać, ale facet go zatrzymuje:
- I jak będzie mi pan rybę podawał, to proszę bez żadnych kurtuazyjnych ”smacznego”, „proszę bardzo” czy innych.
Proszę rzucić talerz na stół i warknąć: „Żryj k*rwa!”
Kelner odwraca się, po czym wypełnia co do joty polecenia klienta.
Facet ze łzami w oczach wciska mu do kieszeni banknot 200-złotowy i mówi:
- Rozumiesz, kochany, trzeci miesiąc w delegacji…Tak mi się do żony tęskni…




 

Historia jednego e-maila

 

  

Pewna para w średnim wieku z północnej części USA zatęskniła w środku mroźnej zimy do ciepła. Zdecydowała się więc pojechać w dół Ameryki- na Florydę i zamieszkać w tym samym hotelu, w którym spędziła noc poślubną 30 lat wcześniej. 

Mąż miał dłuższy urlop i pojechał dzień wcześniej. Po zameldowaniu w recepcji odkrył, że w pokoju jest komputer i postanowił wysłać do żony e-maila.  

Niestety, pomylił się o jedną literkę w adresie. Mail znalazł się w ten sposób w Houston u wdowy po pastorze, która właśnie wróciła do domu z pogrzebu męża i chciała sprawdzić, czy w poczcie elektronicznej są jakieś kondolencje od rodziny i przyjaciół. 

Jej syn znalazł ją zemdloną i przeczytał na ekranie: 

„Do: Moja ukochana żona. 

Temat: Jestem już na miejscu 

Wiem, że jesteś zdziwiona wiadomością ode mnie. Teraz mają tu komputery i wolno wysyłać maile do najbliższych. Właśnie się zameldowałem… Wszystko jest przygotowane na Twoje jutrzejsze przybycie. Cieszę się na spotkanie. Mam nadzieję że Twoja podróż będzie równie bezproblemowa jak moja. 

P.S. Tu na dole jest naprawdę gorąco.”



 To mogło przydarzyć się tobie...

 

Właśnie zdążyłem usiąść, kiedy usłyszałem głos z sąsiedniej kabiny:

"Cześć! Co słychać?"

Nie mam w zwyczaju prowadzenia konwersacji w WC, i nie wiem, co we mnie wstąpiło, że chociaż zakłopotany ale odpowiedziałem:

"No, w porządku!"

A tamten na to:

"I co porabiasz?"

Co za pytanie?! W tej sytuacji trochę dziwaczne... Odpowiedziałem:

"Eee, to, co ty... Wiesz..!"

Właśnie postanowiłem wyjść tak szybko, jak tylko się uda, kiedy padło następne pytanie.

"Mogę do ciebie wejść?"

Tego już było za wiele, ale postanowiłem zakończyć rozmowę w uprzejmy sposób:

"Nie... Jestem trochę zajęty!!!"

I usłyszałem, jak tamta osoba mówi zdenerwowana:

"Słuchaj, oddzwonię później. Jakiś idiota ciągle mi odpowiada z kabiny obok” !!!



Domek na wsi w Beskidach

 2 sierpnia

 Przeprowadziliśmy się do naszego nowego domu w Beskidach. Boże jak tu pięknie.

Drzewa wokół wyglądają tak majestatycznie.

Wprost nie mogę się doczekać, kiedy pokryją się śniegiem.

 4 października

Beskidy są najpiękniejszym miejscem na ziemi !

 Wszystkie liście zmieniły kolory na tonacje pomarańczowe i czerwone.

 Pojechałem na przejażdżkę po okolicy i zobaczyłem kilka jeleni.

Jakie wspaniałe i okazałe, Jestem pewien, że to najpiękniejsze zwierzęta na świecie.

Tutaj jest jak w raju. Boże ! Jak mi się tu podoba.

11 listopada

 Ostatniej nocy wreszcie spadł śnieg. Obudziłem się, a za oknem wszystko było przykryte białą, cudowną kołderką. Wspaniały widok. Jak z pocztówki bożonarodzeniowej. Wyszliśmy całą rodziną na zewnątrz. Odgarnęliśmy śnieg ze schodów i odśnieżyliśmy drogę dojazdową do naszego pięknego domku. Później zrobiliśmy sobie świetną zabawę – bitwę śnieżną (oczywiście ja wygrałem). Wtedy nadjechał pług śnieżny i zasypał to,  co wcześniej odśnieżyliśmy, więc znowu musieliśmy odśnieżyć drogę dojazdową. Super sport. Kocham Beskidy.

12 grudnia

Zeszłej nocy znowu spadł śnieg. Odśnieżyłem drogę, a pług śnieżny znowu powtórzył dowcip z zasypaniem drogi dojazdowej. Po porostu kocham to miejsce.

19 grudnia

 Kolejny śnieg spadł zeszłej nocy. Ze względu na nieprzejezdną drogę dojazdową nie mogłem pojechać do pracy. Jestem kompletnie wykończony ciągłym odśnieżaniem. Na dodatek bez przerwy jeździ ten pieprzony pług.

 22 grudnia

 Zeszłej nocy napadało jeszcze więcej tych białych gówien. Całe łapy mam w pęcherzach od łopaty. Jestem pewien, że pług śnieżny czeka już za rogiem żeby wyjechać ,  jak tylko skończę odśnieżać drogę dojazdowa - skurwysyn.

 25 grudnia

 Wesołych, Pierdolonych Świąt !

 Jeszcze więcej napadało tego białego, gównianego śniegu. Jak kiedyś wpadnie mi w ręce ten skurwiel od pługu śnieżnego, przysięgam – zabiję chuja. Nie rozumiem, dlaczego nie posypują drogi solą jak w mieście, żeby rozpuściłaby to zmarznięte, śliskie gówno.


27 grudnia

Znowu to białe kurestwo spadło w nocy. Przez trzy dni nie wytknąłem nosa z domu, oczywiście z wyjątkiem odśnieżania tej jebanej drogi dojazdowej za każdym razem kiedy przejechał pług. Nigdzie nie mogę dojechać. Samochód jest pogrzebany pod wielką górą białego gówna. Na dodatek meteorolog w telewizji zapowiedział dwadzieścia pięć centymetrów dalszych opadów tej nocy. Możecie sobie wyobrazić ile to jest łopat pełnych śniegu.

28 grudnia

 Jebany meteorolog się pomylił ! Napadało osiemdziesiąt pięć centymetrów tego białego kurestwa. Ja pierdole – teraz to nie stopnieje nawet do lipca. Pług śnieżny na szczęście ugrzązł w zaspie, a ten chuj przylazł do mnie pożyczyć łopaty. Myślałem że go od razu zabiję, ale najpierw mu powiedziałem, że już sześć łopat połamałem przy odśnieżaniu, a siódmą i ostatnią rozpierdoliłem o jego zakuty, góralski łeb.


4 stycznia

Wreszcie jakoś wydostałem się z domu. Pojechałem do sklepu kupić coś do jedzenia i picia. Kiedy wracałem, pod samochód wskoczył mi jeleń.  Ten pojebany zwierz z rogami – narobił mi szkód na trzy tysiące.  Przez chwilę przebiegło mi przez myśl, że jest on chyba w zmowie z tym chujem od pługu śnieżnego. Powinni powystrzelać te skurwysyńskie jelenie. Że też myśliwi nie rozwalili wszystkich w sezonie.

3 maja

Dopiero dzisiaj mogłem zawieźć samochód do warsztatu w mieście. Nie uwierzycie jak zardzewiał od tej jebanej soli, którą jednak sypali na  drogę. Na podjeździe stał zaparkowany, umyty i błyszczący pług śnieżny z nowym kierowcą. Tamten podobno jeszcze leczy rozjebany łeb. Na szczęście od uderzenia stracił pamięć, bo jeszcze poszedłbym za chuja siedzieć.

18 maja

Sprzedałem tą zgniłą ruderę w Beskidach  jakiemuś wypacykowanemu inteligentowi z miasta. Powiedział, że całe życie o tym marzył i zbierał kasę, aby na emeryturze odpocząć. A to się głupi chuj zdziwi jak przyjdzie zima i ten drugi chuj wyjdzie ze szpitala. Ja przeprowadziłem się z powrotem do mojego ukochanego i urokliwego miasta. Nie mogę sobie wyobrazić jak ktoś mający chociaż troszeczkę rozumu i zdrowego rozsądku może mieszkać na jakimś zasypanym i zmarzniętym zadupiu w Beskidzie.




 

Quiz

 

Czasopismo "Claudia" opublikowało dla swoich czytelników quiz, pod nazwą: 

"Czy znamy kobiety?" 

Zwyciężył Tomek B. Radom, 10 lat. 

Pewien starszy, rozżalony czytelnik napisał do redakcji: 

"To doprawdy śmieszne! Mam 65 lat, pierwsze wiadomości o kobietach zdobywałem mając 12 lat! A tu taki smarkacz dostaje pierwszą nagrodę!" 

Odpowiedź z redakcji: 

Drogi Czytelniku! 

- Pierwsze pytanie naszego quizu brzmiało: 

"Gdzie kobiety mają najbardziej kręcone włosy?" - Tomek odpowiedział prawidłowo - w Centralnej Afryce. 

A co Pan odpowiedział?! I jeszcze narysował?!!! 

- Drugie pytanie naszego quizu brzmiało: 

"Kiedy kobieta ma pianę między nogami?" - Tomek odpowiedział bezbłędnie: 

- Kiedy kobieta doi krowę. 

A Pańskie wyjaśnienie? Nie mieszaj Pan w to żony! I ten wulgarny rysunek, fuj! 

- I ostatnie, trzecie pytanie quizu: 

"Na co kobiety niecierpliwie czekają każdego miesiąca? - Tomek odpowiedział od razu: 

- Na nowe wydanie "Claudii". A co Pan odpowiedział?! Dzięki Bogu, że nie było rysunku!!!!!!



Biskup w szkole


Biskup przyjeżdża do szkoły specjalnej. Pyta dzieci kim chciałyby
być w przyszłości. Nagle Jasio:
- Ja to bym chciał na biskupa.
- No ale to trzeba do takiej specjalnej szkoły chodzić.
- No i chodzę.


O przyjaźni

Przyjaźń między kobietami: 

Pewnego dnia kobieta nie wróciła na noc do domu. Następnego dnia powiedziała mężowi, że spała u przyjaciółki . Mąż zadzwonił do 10 jej najlepszych przyjaciółek .... żadna nie potwierdziła.... 

Przyjaźń między mężczyznami: 

Pewnego dnia mąż nie wrócił do domu na noc. Następnego dnia powiedział żonie, że spał u kolegi. 

Żona zadzwoniła do 10 jego najlepszych przyjaciół. 8 potwierdziło, że spał, a 2 - że jeszcze jest.



Dawno temu w aptece

Dawno, dawno temu, za poprzedniego reżimu, kiedy to sklepy świeciły pustkami, pustawe bywały również apteki. Do takiej apteki wchodzi facet straszliwie zachrypnięty:

- Ma pani Akron?

- Niestety

- A chlorochinaldin?

- Przykro mi

- To co mi pani może polecić?

- Niech panu żona jajka ukręci

- Pani jest bez serca. Do widzenia pani!
 


 

ZAKŁAD UBEZPIECZENIA SPOŁECZNEGO OSTRZEGA:
 

Prowadzenie zdrowego trybu życia grozi wieloletnią wegetacją za groszową emeryturę.




 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Od początku stronę odwiedziło już 45985 odwiedzających
Ta strona internetowa została utworzona bezpłatnie pod adresem Stronygratis.pl. Czy chcesz też mieć własną stronę internetową?
Darmowa rejestracja