
Któregoś wieczoru zrób mi niespodziankę, zaparz herbaty filiżankę, usiądź w fotelu, o, tu, blisko i opowiadaj, mów mi wszystko, porozmawiajmy miło, serio, życie nie jest tylko loterią
jakie reguły stosujemy takie i owoce zbierzemy

Ja pięknie cierpieć nie umiem ... jak wierzba chyba zaszumię ... kiedy będzie...gdy będzie źle...
Tak wiele i dużo kocham , zapominam nawet co
lubię spać dłużej w niedzielę , w głowie czasami mieć pstro
wszystkie przeżycia kocham , wzruszenia i nawet łzy
i wielkie uniesienia i kocham z tobą być
kocham ten świat za oknem
jezioro, deszcz i mgły
i na spacerze w parku to, że idziemy my
i ludzi większość kocham , tych, których znam i nie znam
tych bliskich i tych dalekich - od ideałów
i uroczysko odkryte w pewien wiosenny wieczór
łabędzie białe i żaby, co rechocą , budząc czasami nocą
i myślę , że kiedy przyjdzie czas
świeczką palącą się odmierzany
zabiorę to, co kocham
wam zostawiając rany

Chciałabym cię
zabrać ze sobą
w niezwykłe ,
nieznane światy
chciałabym iść
przed tobą
i pokazać ci
najpiękniejsze kwiaty
chciałabym
takie czary odprawić
że aż zaniemówiłbyś
chciałabym dla ciebie
sprawić coś,
co całym sobą poczułbyś
ja ci jeszcze
pokażę
drogę do słońca
prostą
to nie będą fantazje,
miraże
to będą nasze
wyrocznie
tylko chodź ze mną
drogą
której nikt inny
nie zna
inni tam chodzić
nie mogą
to tylko nasza
odskocznia
chciałabym,
chcę
zabiorę
pójdziesz bez słowa
ze mną
zapomnisz
co to niedole
życia poczujesz
pełnię

W życiu ciągle ryzykowałam
decyzje błędne podejmowałam
wiedziałam doskonale
iść za głosem serca nie wolno mi było wcale
myślałam- jesteś ogniem , który mnie ogrzewa
myślałam- jesteś wiatrem kołyszącym się w drzewach
myślałam żeś snem najpiękniejszym
myślałam żeś marzeniem najwierniejszym
to było moje ryzyko
na szali postawiłam swe życie
szukając ciebie na jawie
sądziłam ,że znalazłam - prawie
dzisiaj na wszystko za późno
zrozumiałam - szukałam ciebie na próżno …

Ty znasz te sny
znasz te niepokoje
wiesz co oznacza smutek
i wiesz co oznacza...dwoje
widziałeś w życiu niejedno
przeżyłeś rozpacz i łzy
dlatego to będziesz ty
i dlatego będziemy...my
czas gra naszą melodię
pokazuje nam nową drogę
słyszysz? tęsknisz?
ja czekać już nie chcę
a może czekać nie mogę
dwa smutki i dwie rozpacze
gdy splotą się w uścisku
zabiorą z puli życia wszystko
nauczą się spacerów
w świetle księżyca
odkryją jak cudownie
z ręką w ręce iść
odkryją, że milczenie
ma swoją wymowę
i milczeniem dopowiedzą
to, co zabraknie słowom
ale na to
by szczęście odkrywać na nowo
potrzebna jest odwaga
a nie puste słowo
Chciałabym opowiedzieć wam wszystkim i sobie
nam, zamkniętym w schemacie, że schemat zabija
nie pozwala oddychaćs, spętany człowiek
nie potrafi uciekać od szarości i byle jakości
i mówię patrząc już innymi oczami wiedząc, że czas nie czeka
mówię, idąc razem z wami
nie rozmieniajmy na drobne marzeń naszych
uładźmy się ze światem
pokochajmy wrogów, bo po coś oni są
spróbujmy przekroczyć granice
nie my ustawiliśmy zasieki
sięgnijmy po to co daleko
nie zapominajmy, że czujemy
nie żyjmy wspomnieniami
ulotnymi jak mgła
twórzmy własne historie
szkoda każdego dnia
przyspieszmy, znajdźmy
własną drogę do czynu
w gwiazdach zapisano
ścieżki kręte
popatrzcie, to wschód
a to zachód słońca
banalne, ale to wzruszenie
które dech zapiera
nauczmy się od nowa patrzeć
weźmy szczęście za rękę
pójdźmy z życiem w zawody
uda się, bo kto powiedział
że przegrać ma człowiek?
KUSZENIE { żartobliwie }
Już wieczór i noc się zbliża, ale choć głowa i ciało się słania…mnie ogarnęła mania częstochowskiego rymowania:
Ona
Pozwól o sobie śnić…nie umiesz wszak zabronić…gdziekolwiek mógłbyś być…moja myśl cię dogoni…owinie cię powojem…zapachem lip odurzy…czemu, kochanie moje- czas bez ciebie się dłuży …jak do rana daleko…chwile ślimaczo płyną…miast rwącą szczęścia rzeką zbliżać cię z każdą godziną…wytrwam, bo chcę i muszę, a ranek da nagrodę …ucieszy serce , duszę …zanim powieje chłodem…
On
pozwalam ukochana…na to pozwolić mogę…śnij o mnie do rana…nie otulę cię chłodem…więcej dać ci nie mogę…obiecać nic mi nie wolno…tylko ten sen wspólny…tylko sen…dla mnie jest katorgą…
Ona
katorgi, czy tortury…proszę o jeszcze, jeszcze…zanim wchłoną mnie chmury…zanim rozmyją deszcze…z rąk twoich i cierpienie, to dla mnie jak pieszczota …ty jesteś życia tchnienie…moja wieczna tęsknota…
On
wieczna tęsknota…pięknie mówisz ma miła…ale powtarzam…mnie nie wolno…wiem, że ty byś mnie zbawiła…zaprowadziła do raju bram…ale ja przecież nie jestem sam…
Ona
to może wszyscy pójdziemy? …za ręce się weźmiemy…i zapanuje wśród nas, stara dobra komuna? nie będzie żadnych żalów…lecz wszyscy , jak na balu…będziemy wciąż wirować …urazów, ans - nie chować…i pełnia szczęśliwości u nas na wieki zagości…
On
Nie pójdziemy razem…za ręce się nie weźmiemy…w tany tez nie pójdziemy …już zapomniałaś ma miła, że tylko noc we śnie nas łączyła?
Ona
jak chce się czegoś mocno…można mylić dzień z nocą…można na jawie śnic…zwyczajnie-razem być…a sen ? ziścić się może…gdy ranne wstaną zorze…w bladej świtu godzinie…będzie już miły przy mnie…
On
nie będę mila sprzeczał się z tobą…wszak zawsze byłaś mocna w słowach…niech już zostanie twoje marzenie…a ja… ja dzięki tobie zdanie zmienię…zorzom porannym pokłonię się nisko i rano…rano będę przy tobie blisko!
Ona
i to właściwe jest rozwiązanie!...jakże dziękuję ci mój panie…podam ci grzanki na śniadanie…a potem -w las, na grzybobranie…może na mchu wylegiwanie?
a teraz kończy się pisanie, bo…kończy mi się rymowanie…
On
Ono pewnie nigdy by się nie skończyło…ale jeśli tego pragniesz…proszę bardzo...wszak było jednak miło!
Jak się czujesz
gdy niebo
spada ci na głowę
o czym myślisz
gdy uderzają
w ciebie słowem
czemu płaczesz
z bezsilności
czemu
nie wydobędziesz
z siebie złości
dlaczego
nie stajesz w szranki
nie walczysz
przyjmujesz ciosy
grają nie tę melodię
a ty tańczysz
noc rozpuściła włosy
a ty nie śpisz, myślisz
tylko umiesz milczeć
nie nauczyli cię
jak przyjmować
i odbijać ciosy
nauczyli cię pokory
wmówili w ciebie
zło całego świata
na co czekasz
że coś się zmieni
może około tego lata
przejdzie i to lato
przejdzie następna zima
nic się nie zmieni
a ty…
ty to przetrzymasz

Łańcuch życia
niestabilny
bywa bardzo
co jakiś czas
ogniwo
słabsze pęka
wtedy
smutek i rozpacz
ogarnia cię
o dobrym
przestajesz już
pamiętać
a przecież
dobro wciąż
w nas tkwi
walczyć
też potrafimy
umiemy zamknąć
niechciane drzwi
i cieszyć się
chwilami
czasami serce się
buntuje
w myślach pustka,
nie ma nic
a jednak
póki człowiek
jeszcze czuje
chce być
aktorem na scenie
a często pozostaje
jako widz
nie pomoże
tęcza na niebie
nie pomogą
błękitne obłoki
w łańcuchu życia
coraz częściej
słychać zgrzyt
boisz się
myślisz
to starości chwyt
co z tego
że ogniwo pęknie
to tylko chwila
a potem…
potem
znów jest pięknie
Mamo moja kochana
Przedwcześnie posiwiała
Twoje ręce
Już pomarszczone
Ileś Ty zgryzot miała
Wiodło się Twoje życie
Wyboje, koleiny
A ile jeszcze doszło
z naszej winy
Każde ze swych dzieci
Jednakowo kochałaś
Każdemu cząstkę
Swej miłości dałaś
Chciałaś nas
Uchronić od złego
I tak nami kierować
Byśmy nie powielili
Życia Twojego
Ale każde z nas
Poszło swoją drogą
Każde z nas było
Mądrzejsze od Ciebie
Czy dziś słowa
Wypowiedzieć mogą
Że tylko z Tobą
Było nam
Jak w niebie?
Już niedługo
I my posiwiejemy
I ręce
Nam się pomarszczą
Dziś mamy swoje dzieci
Ochronną
Chcemy być tarczą
Lecz one
Też nie posłuchają
Już własne
Ścieżki mają
A nasze gadanie
To tylko bajanie
I lat trzeba wielu
Aby powiedziały
Gdy będą już u celu
To, co dzisiaj mówię ja

dziękuję
bardzo dziękuję
kłaniam się nisko
do ziemi
kiedy, jak nie dziś
podziękuję
przecież
za moment
za chwilę
wszystko się
zmieni
dziękuję
za każde
dobre słowo
za radość
którą jeszcze
w sobie mam
za uśmiech
który oddaję
i który
ze mną zostaje
przepraszam
że tak niewiele
mogłam
z siebie dać
i za to również
dziękuję
że był ktoś
kto zechciał
minimum brać
nie zabiegałam
o czyjeś
czułe gesty
brałam
dawałam
nie chciałam
to pewnie
kiedyś
na mnie
na tobie
się zemści
mimo wszystko
dzisiaj jeszcze
z zachwytem
witam każdy dzień
i myślę…
życie, ech ty życie
dogonię cię?
Kim jesteście
Wy wszyscy, którzy tak łatwo
Rzucacie w drugiego człowieka
Kamieniem
Ręka wam nie zadrży
Sumienia nie macie
Osądzacie
Nie znając prawdy
Jesteście zbyt leniwi
Aby książkę
Z cudzego życia przejrzeć
Tak łatwo jest wydać opinię
O sprawach
O których pojęcia nie macie
Zatrzymajcie w pół drogi
Myśli złe i swe czyny
Cofnijcie się dwa kroki
Popatrzcie
Was tam nie ma?
W was sama biel?
A może
Wybielacie własne sumienia
Innych obrzucając błotem?

Poszłam na łąki zielone
Było mi smutno
Poszłam do lasu sosnowego
Smutek wciąż tkwił we mnie
Poszłam nad wodę
Do potoku znajomego
Siadłam na brzegu
I poprosiłam
Powiedz mi wodo
Która w miejscu nie stoisz
Za czym gonisz?
Powiedz mi wodo
Czy tam gdzie płyniesz
Jest dla mnie
Jakieś miejsce?
Powiedz
Wskoczę do ciebie
Popłyniemy razem
Zostawię nostalgię
Tęsknotę i rany
Zmyjesz ze mnie
Zło tego świata
I pokażesz miłość
Zielonego lata
Nauczysz czystym
Sercem patrzeć
Bo sama
Jesteś czystością
Zatrzymaj się
Na moment wodo
Bo za tobą nie zdążę
Jeszcze do tyłu
Głowę odwracam
Jeszcze przeszłość
Rękoma chwytam
Ale już wir
Mnie wciąga
Porywa,
Ja nie tonę
Ja odpływam
Życie dało nam
bilet w jedną stronę
powrotu nie ma
choć wiele stracone
jeszcze do wieczora
zostało chwil parę
jeszcze czasu trochę
by zostawić żale
może to ostatnia z szans
do wykorzystania
proszę, nie wysiadaj
na tej stacji
niepotrzebne nam
nowe rozstania
może skorzystamy
z ostatnich dni wakacji
może powróżymy
na listku akacji
może dojedziemy
gdzieś na koniec świata
może to się zdarzy
właśnie tego lata
Są wielkie szczęścia
dla wielkich ludzi
i małe radości
dla tych zwykłych
są małe łzy szczęścia
dla wybranych
i szloch przerażony
dla przegranych
ci wielcy
bywają w świecie
nie ima się ich
znojny trud
ci mali
skurczeni, zziębnięci
zmartwień mają w bród
wielkim trafia się
wszystko
i marzenia się im
spełniają
ci mali
przestali już marzyć
sił na marzenia
nie mają
Lubię takie poranki
bez pośpiechu
lubię, gdy budzi mnie
słońce i ty
ręka jeszcze powoli
po kołdrze błądzi
jeszcze w myślach
jesteśmy my
jeszcze
szepczę do ciebie
człowieku, przytul mnie
jeszcze się nie spiesz
nie znikaj
jeszcze zatrzymaj
ostatni kadr z mego snu
Ten wiersz
dzisiaj skradłam wiatrowi
nie miej żalu wietrze
skradłam korale jarzębinie
co mam jesieni ukraść jeszcze?
Idę po barwnym kobiercu
liście pod stopami szeleszczą
we włosach ciepłe promienie
a w oczach lata wspomnienie
I smutek…jesienny smutek
ta pora roku tak ma
na rzęsach niespokojnie drży
jesienna, samotna- łza
Idę parkami, ulicami
z kasztanów mam naszyjniki
w uszach z jarzębiny kolczyki
zatrzymać chciałabym ten czas
wtulić się w twoje ramiona
wtedy mnie poznasz
tak , to ja
twoja - jesienna już
dziewczyna
Moje życie to
łata na łacie
szycie, fastrygowanie
prucie
tak często
dajesz mi po łapie
nie potrafię od ciebie uciec
czepiam się ciebie
nieodparcie
chcę
abyś było ze mną długo
chociaż nader często
łzy przez ciebie
płyną strugą
dajesz mi noce bezsenne
nader często
skąpisz szczęścia
dajesz troski
a mimo smutku wielkiego
jesteś życie takie radosne
i waniliowy masz smak
nie umiesz zwolnić
ciągle w biegu
ścigam się z tobą
po manowcach
chyba szykujesz mi
ścieżkę nową
a ja mam ochotę
pobiec wspak
kiedyś mnie zgubisz po drodze
nie załatwię większości spraw
nowa łata na czyimś sercu przybędzie
i beze mnie
będzie dalej gonił świat
Ostatnio w swej wędrówce
spotkałam dwie rzeczki skrzyżowane
powiedziano mi, że to ewenement
niespodziewanie ,
patrząc, jak nurt się nawzajem przecina
I każda z nich płynie w swoją stronę
nie zatrzymawszy się przy drugiej ani na chwilę
zrozumiałam - tak płynie życie wielu
I tak czasami płynie życie moje
z innymi nierozerwalnie związane ,
a jednak każde z żyć własnym nurtem płynie
niby jedną, wydawać by się mogło drogą podążają
niby tak blisko siebie przebywają
w ważnej chwili każde własną drogę wybiera
o drugim nie pomyślawszy
i tak jak te rzeki na wieki skazane na siebie
spotykają się, muskają
płyną moment obok siebie
a potem bez żalu, dumnie i majestatycznie
każda nurt swój hołubi
tak i życia wielu spotykając się w ważnym miejscu
nie potrafią odnaleźć w toni wspólnego celu
odpływają od siebie, każde w swoją stronę
chociaż wiedzą , że stracili wiele
nie zawrócą, nie połączą się we wspólnym trudzie
tak jak te dwie rzeczki odpływają od siebie na zawsze ...
gubiąc to, co najlepsze ... po drodze
Nie oddalaj się ode mnie ciągle miły
bo przekroczysz kiedyś granicę
na swój powrót nie znajdziesz już siły
a ja nawet cienia twego nie uchwycę
nie odgradzaj się kochany ode mnie
chorą ciszą i dziwnym spokojem
przez to robi się chłodniej i ciemniej
właśnie tego najbardziej się boję
nie wymykaj się z domu nieustannie
do obcych ludzi i dalekich światów
w tamtych odległych światach
nie odnajdę dla siebie miejsca
ja znam tylko scenariusz dramatu
nie odrzucaj mej bezpiecznej przystani
moich ramion stęsknionych i uścisków
możesz mnie nawet kaleczyć i ranić
ale bądź, bądź przy mnie blisko
Nie spotkam
ciebie na jawie
nie zobaczę cię
w moich drzwiach
nie masz wyboru
śnij mi się ciekawie
zjawiaj się co noc
w moich snach
bo tylko we śnie
będzie bezpiecznie
tylko tam mogę
spotykać cię
noc będzie trwała
dla nas wiecznie
a nasze życie
będzie snem
i tak od nocy
do nocy
niby żyję
niby jestem
niby trwam
prawdziwe życie
obok się toczy
a ja…
ja tylko sny
swoje mam
Nie wiesz ile jeszcze zdołasz zrobić
nim odejdziesz pewnego dnia
chciałabyś im życie osłodzić
jeśli zdążysz
wszak pobór ciągle trwa
częściej myślisz o rozstaniu
ten wiek już tak ma
wiesz, że nie zatańczysz
na ostatnim balu
zamiast sukni strojnej
spowije cię mgła
jeśli zdążysz
przeprosić chciałabyś
za to, że nie byłaś taka
jaką inni widzieć chcieli cię
byłaś inna
zawiodłaś, nie sprostałaś
ich myśleniu jesteś winna
a przecież tak bardzo się starałaś
gdy odejdziesz
pozostawisz niedomówienia
zdania niedokończone
a oni?
im rozwieją się złudzenia
i już nigdy
nie odnajdą odpowiedzi
na pytania
których nie zdążyli zadać
Kiedy myślę o tobie
jawisz mi się jako dal
kiedy uśmiecham się do ciebie
troszeczkę w sercu żal
że uśmiechu mego nie widzisz
a przecież on dla ciebie
tylko przeznaczony
kiedy patrzę na twoją fotografię
tak pięknie mrużysz oczy
ale kiedy odwracam wzrok
zaczyna się początek nocy
i to już temat złożony
wyrzucam go z myśli i z serca
serce nie słucha
myśl szaleje
i sama nie wiem
kiedy dnieje
i jak bumerang temat powraca
a odpowiedzi w głowie brak
ty nie odpowiesz
a ja nowy dzień
zaczynam znów tak
kiedy myślę o tobie...
Niedawno w kalendarzu było takie święto
miałam wiersz napisać, był do napisania
ale w tym dniu mamą byłam zbyt zajętą
chociaż na co dzień wcale nie jestem świętą
i żadna tam ze mnie Matka-Polka
bo chociaż w życiu bardzo się starałam
to na to szczytne miano nie zapracowałam
ale czasami, gdy samotnie siedzę
myślę, że dałam swoim dzieciom wiele
i teraz patrzę na nich z dumą, z radością
chociaż nic nie było w życiu proste
cieszą mnie ich sukcesy, własne dobre życie
a troski czy są zdrowi, czy dobrze im się wiedzie
cichutko w moim sercu pytaniami siedzą
w poduszkę płaczę, gdy mają zmartwienia
serdeczne myśli do nich wciąż wysyłam
i chociaż już nie potrzebują mojego westchnienia
to zawsze ich dzieciństwo
w mych myślach na drobne rozmieniam
i marzę, że staną kiedyś w moich drzwiach
z niezapominajkami w dłoni
przytulą, pocałują, powiedzą witaj mamo
wierzę, że ten czas mnie kiedyś dogoni
Czasami do człowieka
przychodzą takie dni
dni wiatrem podszyte
mgłą wypełnione
tęskne myśli
głowę zaprzątają
wtedy
tęskni się za czymś
sama nie wiesz
za czym
ale to tęsknota
która spokoju nie daje
drażniąca, bolesna
niedobra
wtedy złe słowa
w pary się dobierają
jak by jednego było mało
piszesz sobie, dla siebie
i nie myślisz
że ktoś z boku przeczyta
i przez ciebie
jego nadzieje umierają
Najpiękniej było wieczorem
w maminym ogrodzie
kiedy słońce już zaszło
usiąść sobie w chłodzie
wdychać zapach maciejki
podziwiać rumianki
i myśleć co przyniosą
następne poranki
mama do nas wyjdzie
ojciec zejdzie z góry
popatrzymy na niebo
na błękitne chmury
i rozmowa spokojna
po dniu zaganianym
i miłe słowa
a z tyłu chłodny dotyk
domowej ściany
nikt się już nie spieszy
już nie ma dokąd biec
i tak intymnie, swojsko
chciałoby się rzec
Jakie piękne w tym roku
mamo kwiaty zasiałaś
życie nam umilić
tego lata chciałaś
zaraz ciemno już będzie
ale ty chwilo trwaj
wspomnienie maminego ogrodu
na zawsze nam daj
jeszcze trochę posiedźmy
nie idźmy jeszcze spać
któż tego wieczoru
większe szczęście
zechce nam dać?
zostanie na zawsze w pamięci
ten ogród, te kwiaty
te przemyślne grządeczki
te śmieszne rabaty
mamo, weź szal
chłodno się zrobiło
spójrzcie kochani
jak razem nam
w ten wieczór miło

Spotkaliśmy się
na skrzyżowaniu własnych losów
kiedy czas nie był dla nas łaskawy
nie mówiliśmy o miłości
nie zadawaliśmy sobie ciosów
inny był temat i inna rozmowa
czasami tak w życiu bywa
w zwyczajnym biegu życia
że krzyżują się słowa ludzi
którzy spotkać się nigdy nie mogą
i każde słowo ma inne znaczenie
inaczej każde z nas je odczytuje
czy szukałeś tego co ja, nie wiem
a może wiem, ale źle mi z tą wiedzą
czy znalazłeś to co ja, nie wiem
nie szukam odpowiedzi na te myśli
one mi nic nie powiedzą
niech zostaną tam na zawsze
niewypowiedziane
dużo jest słów, które chciałabym słyszeć
dużo było słów, które chciałam mówić
i kiedy dziwne słowa się skrzyżują
serca to czują, serca to wiedzą
do kogo słowa przynależą
Nauczyłeś mnie
dawno temu miłości
urządziłeś dla nas
własny raj
nauczyłeś miły
że w życiu
tylko radości
a w sercach
wieczny maj
ale nic w życiu
nie jest proste
letnie burze
nie ominęły i nas
czas wyżłobił
swe koleiny
promyk szczęścia
w oczach zgasł
teraz przyszedł
czas rozpaczy
uczysz mnie jej
powoli i stale
odbierasz wszystko
co zachwalałeś
mówisz, niczego nie
dostajemy na stałe
odebrałeś mi
resztki nadziei
resztę wiary
i słońce co lśni
gwiazdy i księżyc
płynący po niebie
nie pukają już
do naszych drzwi
kiedyś serce
moje się uciszy
kiedyś w końcu
wypłaczę
wszystkie łzy
tęsknotę uśpię
marzenia ukołyszę
wtedy, być może
przebaczę ci
Nie wiem
kiedy uda mi się
z tobą
spokojnie porozmawiać
nie wiem
czy rozmowa z tobą
ma jeszcze sens
nie wiem
jak długo będę mogła
jeszcze udawać
że nie dzieje się nic
dzieje się bardzo wiele
zbyt wiele słów
zostało powiedzianych
aby teraz można
było im sprostać
każdy gest śledzony
każde słowo
położone na wadze
podzielone
jak włos na czworo
jak długo jeszcze
można emocjami żyć
nie wytrzyma tego
ani twoje
ani serce moje
może jednak bezpieczniej
z tych zawirowań wyjść?
i chociaż mówią
że można wszystko
zacząć zawsze od nowa
to w tym przypadku
zaczyna kiełkować myśl
że nie sprawdzi się
opcja zerowa
Będę cię
trzymać w ramionach
byś się ma miła
nie bała
naręczem kwiatów
obsypię
byś pięknie się
uśmiechała
dam
co tylko zechcesz
o czym ci się
zamarzy
zadbam , by szczęście
nie znikało
z twej twarzy
bo tak mi
z tobą dobrze
bezpiecznie
i tak błogo
weź mnie
miła ze sobą
jakąkolwiek
pójdziesz drogą
tylko z tobą
chcę miła być
z tobą
odkrywać nowe światy
pamiętasz?
musisz pamiętać
obiecałem ci to
przed laty
nic się nie zmieniło
czas
nie zniszczył niczego
nie możemy się rozstać
przecież wiesz dlaczego
Cyganka ma pomarszczoną starą twarz
lecz głos melodyjny i jeszcze młody
w kieszeni trochę drobnych masz
ona ci za nie chętnie powróży
masz pani przyszłość przed sobą piękną
bogate życie, stroje, zabawy
tylko cygankom usta szybko więdną
i nie potrafią życiu dać rady
cyganka prawdę ci dzisiaj powie
kilka słów pięknych, złudzeń trochę da
wierzyć, nie wierzyć, posłuchać możesz
słowo dla ciebie melodię ma
ty pani szczęście spotkasz na drodze
uwierz mi pani, to prędko już
któż moim słowom zaprzeczyć może
ty, pani nie znasz życiowych burz
i jeszcze blondyn na twojej drodze
wysoki, piękny – dla ciebie pan
spotkasz go pani niedługo ...może
albo on przyjdzie do ciebie sam
cyganka karty dawno złożyła
długą chwilę milcząc siedziała
może sama w to uwierzyła ,
że jednak prawdę ci powiedziała…

Czas odmierzany
klepsydrą
przyspieszył w sposób
dziwny
nie spytał
czy nadążę
nikt temu
nie jest winny
tak się po prostu
stało
ktoś pewnie łezkę
uroni
może zatęskni
w nocy
może pomyśli
co stracił
może coś nowego
zobaczy
może spokój
odzyska
może inne
spojrzenie
czas w tej dziwnej
klepsydrze
pewno wie
co czyni
a ja lecę z tym
czasem
z rozpostartymi
ramionami
czy anioł mnie
podtrzyma
pozwoli na krok
do tyłu
czy da mi
rozgrzeszenie
ta moc co nad nami?

Czego żałować, co dobrze wspominać
przypadek losem jak ekonom rządzi
gdzie losu ingerencja, a gdzie moja wina
zostawię to czasowi- on słusznie osądzi
czas-mój przyjaciel, najwierniejszy , stały
zawsze tuż obok, nie w przedzie, nie w tyle
szepcze- nie jestem wcale doskonały
ale mam dla ciebie wszystkie twoje chwile
czas- sprzymierzeniec, i wróg mój zarazem
koi smuteczki i serca zwątpienie
nieraz ułudnym staje się mirażem
i jednostajnym tempem niesie zapomnienie
czasie jedyny, jak pantera biegasz
unosisz mnie na swoim wytrzymałym grzbiecie
niezmordowanie pędzisz, bo ty wieku nie masz
a ja ... zmęczona jestem trochę przecież

Może zejdę na manowce,
może będę pasła owce ,
może zrobię co tylko chcę,
może w kwiaty suknie włożę
i na miedzy się położę,
posłucham , jak rośnie zboże,
może pójdę na jednego
ze starym " z wojska kolegą "
zostanę na noc u niego
może będę miała kaca
ale taka moja praca
że nic mi się nie opłaca
może zasieję i zbiorę
może znajdę lepszą porę
może zasnę dziś wieczorem
może słońce jutro wstanie
może czas poczeka na mnie
może życie mnie nie złamie
może odnajdę nadzieję
może głośno się zaśmieję
wiatr jakoś milej zawieje
może nim pożółkną drzewa
ptak tylko dla mnie zaśpiewa
z nieba spadnie gwiazd ulewa
może nim wieczór nastanie
będziesz ze mną, przy mnie, dla mnie
i zostaniesz na śniadanie...
