mój świat
rachunki spłacać będę sama, choćby to było tysiąc rat.

Nim zagubimy się
w przestrzeni
zanim o sobie
zapomnimy
w majowej ożywczej
zieleni
patrząc w oczy
czy tak powiemy?
że też czekałeś
życie całe
na traf, przypadek
niecodzienny
że wziąłeś go w dłonie
w zachwycie
i niesiesz
niczym skarb
bezcenny
i błogość
i szczęście ogromne
serce po brzegi
wypełniło
dany mi czas
zaborczo chłonę
póki trwa to
co się zdarzyło
los spłacił długi
swoje wszystkie
z naddatkiem dał
z czegoś okroił
słowa kochane
ciepłe, bliskie
zakwitły wiosną
w sercu moim

Modlitwa moja
taka prosta
nie używam do niej
wielkich słów
daj mi proszę
Boże ile możesz
uniosę wszystko
bez zbędnych mów
każdy ciężar udźwignę
dzień zwykły i niedzielę
kłopotów się nie boję
wszak miałam ich już wiele
tylko pozwól mi jeszcze
wiem, wiem, każdy tak prosi
ale ja pokornie wyznaję
że moje życie próżni nie znosi
nie załatwione do końca sprawy
nie przegadane ułomności
pozwól mi Panie na dokończenie
to moja droga do wolności

Życie składa się z chwil
wiesz o tym
popatrz, ta chwila
która właśnie mija
jest jeszcze moja
i w sekundzie
niczyja
była własnością
przez mgnienie oka
już jest przeszłością
coś przyrzekałeś
w tej chwili
jej już nie ma
przyrzeczenia się
oddaliły
dla ciebie to przeszłość
ja utkwiłam
w teraźniejszości
stwarzam problemy
byle nie było prościej
tęsknię za ulotnymi
chwilami
proszę; nie umiem
bez tych chwil żyć
a one mają się
całkiem dobrze
lecz wolą
przeszłością być

Aniele Stróżu
który obiecałeś
ze mną
i przy mnie być
na długą chwilę
zapomniałeś
jak mi bez ciebie
trudno żyć
nie było cię
gdy upadałam
błędne decyzje
podejmowałam
nie obchodziłam cię
kiedy wątpiłam
kiedy grzeszyłam
nie powstrzymałeś mnie
nietrafione miłości
zawiedzione przyjaźnie
śmiałeś się?
pewno wagary
dobie zrobiłeś
z kumplami aniołami
piwo piłeś
nie było cię
dziś, proszę cię
Aniele Stróżu
pod swoje skrzydła
mnie weź
otul chmurami
pociesz śpiewami
obiecaj niebo
nie zostawiaj mnie
Dziękuję Ci Boże , że ciągle jeszcze trwam
dziękuję za wiarę, którą w sobie mam
dziękuję Ci za to co los dla mnie kryje
dziękuję za radość , za łzy i za smutek
dziękuję za uśmiech nawet wtedy ,
gdy uśmiechać się trudno
dziękuję za troski o bliskich
za swe codzienne niepokoje
dziękuję za przyjaciół
dziękuję za miłość od ludzi wspaniałych
i za nienawiść od wrogów - bo ona uczy mnie żyć
dziękuję za moje czekanie na cud
chociaż cuda się nie zdarzają
i chociaż teraz ciężko jest
i może trzeba byłoby ponarzekać
to Ty, Boże nauczyłeś mnie czekać
dziękuję Ci za to czekanie
i za poranne budzenie
i za codzienne wstawanie
i za noce czasami bezsenne
dziękuję za marzeń spełnienie
chociaż nic się nie spełnia
wlałeś we mnie dziwny rozsądek
chociaż nigdy rozsądna nie byłam
napełniłeś mnie dziwnym przeczuciem
że to nowej drogi początek

Wiosnę na dobre
przywiało
czekanie
to już historia
na szczęście
czasu znów mało
prysnęła euforia
a miało być
z pierwszym listkiem
zielono w sercu
i w głowie
zmartwienia pierzchną
wszystkie
tak było
w tej umowie
a miało być
z pierwszym
deszczem
świat dla nas
pojaśnieje
a świat-
wciąż szary jeszcze
nikłe daje
nadzieje
czy to wiosna- szachrajka
nami manipuluje?
czy to nie moja bajka
że się wiosennie nie czuję?
A Ty mi Panie wybacz
że żyłam tak jak żyłam
na pewno nie tak jak chciałeś
nieraz nade mną zapłakałeś
minęło tyle długich lat
więcej bylejakością zaznaczonych
gdzieś tam w oddali zmieniał się świat
ja swoim życiem bywałam zniesmaczona
pozwól mi Panie dziś wytłumaczyć
że własne błędy popełniałam
chciałam żyć po swojemu
dobrych rad nie słuchałam
Podarowałeś mi Panie życie
wierzyłeś, że egzamin zdam celująco
ja jestem tylko słabym człowiekiem
schrzaniłam sporo, zabrakło słońca
pomyłek tyle popełniałam
czarne godziny i gorzkie łzy
czasami jednak i się śmiałam
czasami zło zapominałam
wielu zawiodłam, nie sprostałam
żalu nie mogę mieć do nikogo
to tylko moja własna niewiedza
była mi tą wyboistą drogą
dziś, gdy rozstanie szybko się zbliża
choć czas nikomu nieokreślony
pozwól mi Panie bym jeszcze chwilę
popróbowała zerwać zasłonę
jeszcze mi pozwól światem się zachwycić
do ostatniego tchu, do łez
i wybacz proszę, wybacz moje życie
bo ono przecież tylko moje jest

Czy kiedyś , gdzieś tam
gdzie już nicość
odpuszczą mi winy nie popełnione
czy grzechem będzie, że się bałam
i nie wiedziałam
czy w dobrą idę stronę?
popełniałam rzeczy złe
ale i broniłam się
przed wieloma pokusami
czy tam osądzą, że robiłam żle
nie idąc za serca porywami?
czy będzie tam gdzieś zapomniane
że ja się czasem zapomniałam?
chciałam tak wiele, tak wiele mieć
i za łatwo to sobie odpuszczałam
czy ktoś podliczy me zasługi
bardzo skromniutkie, że aż żal
że tak mało zdołałam zrobić
a teraz tylko mroczna dal?
dziś ten rachunek sumienia
zatrzymał mnie w pół drogi
może nie wszystko skończone
może ten sąd odroczę
może umorzę sobie sama
pozaciągane i niespłacone długi

Mój piękny anioł stróż
na jedną chwilę przymknął oczy
rozmarzył się
piękny, słoneczny dzień był
dlatego mnie przeoczył
pozostawiona sama sobie
uległam demonowi
demon chichotem okrył mnie złym
podciął mi nogi, popchnął, skaleczył
w jednej chwili, najbardziej złej
ze wszystkich marzeń mnie wyleczył
w tej samej chwili mój własny świat
zapełniony mrzonkami
rozpadł się na kawałków sto
a mnie pochłonął nocy aksamit
i w tej sekundzie , najbardziej złej
zrozumiałam życia kruchość i miałkość
a kiedy anioł mój
ocknął się z rozmarzenia
przerażony pochylił się nade mną
i ruszył do działania
jedna sekunda w pięknym dniu
zmieniła barwy mego życia
a ja dzisiaj, doświadczona losem złym
znów dokonałam ważnego odkrycia

Życie jest tylko jedno
czasami o tym
zapominamy
to ,co było
nie wróci
najlepsze czy
najgorsze
wciąż jeszcze
przed nami
życie nam daje
naręcza darów
często się na nich
nie poznajemy
jeśli jest dobrze
pewno tak być musi
jeśli źle
wylewamy swoje żale
w życiu tym zwykłym
i niezwykłym
bywamy szczęściem
przepełnieni
a czasami jest
i tak
że przez ból i rozpacz
przygnębieni
na wszystkie zmarszczki
wokół oczu
na te bruzdy wyryte
na twarzy
zapracowaliśmy sobie
sami
wierząc naiwnie
do końca
że złe się nam
nie przydarzy
a kiedy oczy pełne łez
bo jednak złe się
przydarzyło
przeklinamy cię życie
mówimy, żeś podłe
i chcemy skończyć
z tobą skrycie
chociaż je tylko
jedno mamy
i już nie chcemy
wiedzieć
co jeszcze
ma dla nas
w swych ramionach
i już nie chcemy
wiedzieć
czy odnajdziemy coś
w pustych dłoniach

Idzie powolutku
jeszcze nieśmiało
to wiosna
zostawmy stare sprawy za sobą
niech porwie je wiatr i niepogoda
przed nami wszystko nowe
wraca do nas świat bez wad
wiem, takich światów nie ma
stwórzmy je dla siebie
dziś nie liczmy lat
ta młoda dziewczyna i chłopak
jak kiedyś
nad spokojną wodą
trzymają się za ręce
to my
patrzysz na moją twarz i mówisz
tak ładnie mrużysz oczy
i ta siateczka zmarszczek
to przecież jest urocze
ja ci wierzę
bo w twoim głosie
jest czułość i pragnieniei
i w twoim pożądaniu
ja się w niebyt nie zamienię
w twoich oczach
odbija się moja dusza
i szczęście moje
że ciągle cię wzruszam

Ile ciosów może przyjąć jedno serce
ile klęsk i rozczarowań
może znieść jedna dusza
jak wiele można zdziałać
gdy na działanie nikt nie czeka
ile można patrzeć w puste okna
za którymi nic nie ma
i myśleć, ciągle myśleć
i zastanawiać się
czy kogoś jeszcze wzruszamy
i czy nas ktoś wzrusza
jak długo można sięgać po coś
co zwie się owocem zakazanym
i otwierać szerzej drzwi
które nie dla nas zostały uchylone
wiesz o tym, ale nie potrafisz
przed nierozwagą się uchronić
ciągle zadajesz sobie pytanie
w głowie, w sercu
pytanie, które nie ujrzy światła dziennego
na zawsze pozostanie w dziwnym miejscu
na odpowiedź nie czekasz
chociaż czasami myślisz
w wielkim sekrecie
że optymizmem powiało
rozglądasz się, patrzysz, szukasz
wiesz już, widzisz, dostrzegasz
nic nie pozostało

Umarłam
nie wiem czy to był
wtorek, może jakiś czwartek
odkryłam twoją zdradę
i już wiem
kochać cię nie mogę dłużej
chyba zawrócę z tej podróży
która przywiodła mnie donikąd
myślałam
i co ja myślałam
że czas pokonam
że skończę w twych ramionach
beznadziejnie myślałam
umarłam
może w środę
zmartwień już nie dołożę
wystarczy na długo
wspomnień z tej podróży

Spróbowałam dotknąć nieba
choć dotykać nie potrzeba
zawierzyłam obłokowi
obłok rozwiał się jak dym
a za czarnym horyzontem
skryło się kwietniowe słońce
pogubiłam się w dotyku tym
szare, czarne czy błękitne
oczy deszczem zapłakane
na tę wiosnę znów rozkwitnę
gdy mi wyjdziesz na spotkanie
gdzieś w pół drogi się spotkamy
most wiszący zbudujemy
po tym moście spróbujemy przejść
most się chwieje, dłoń schwycona
ciągnie nie w te stronę
czy odnajdę wspólną drogę
która była wymarzona
spróbowałam z tego mostu
ręką dotknąć nieba
ale ty mi powiedziałeś
dotykać nie trzeba

Znów psuje się pogoda
niknie świata uroda
za szybko tak
czemu dni pięknych mało
niewiele już zostało
czasu znak
przekwitły tulipany
bez już na śmierć skazany
samotnie tak
lilia jeszcze się dąsa
deszcz z białych płatków strząsa
słońca brak
szara deszczowa chmura
i ptaków mokre pióra
smutno mi
w snach krótkich barwy lata
jawa ze snem przeplata
burza grzmi

Z mojego okna
widać
piękny świat
przez wiele dni
przeze mnie
niezauważany
dziś widzę
połyskującą toń
i czas inaczej
odmierzany
w tej toni widzę
życia barwy
choć do tej pory
czerń przeważała
żaby kumkające też
naprawdę słyszę
nareszcie olśniona
spostrzegłam
że świat za oknem
piękny jest
to mój świat
nie oddam
tego widoku nikomu
nie będę
dzielić się z tobą
zapomniałeś drogi
do mojego domu
wtedy
gdy ciemność
mnie otaczała
gdy
wyciągając ręce
na pustkę trafiałam
gdy
bezgłośnie prosiłam
pomóż
a ty milczałeś

